Czy zastanawialiście się kiedyś, jak to jest być lekarzem? Ale tak naprawdę, nie w stereotypach o tym, że wszyscy oni tylko biorą w łapę i mają pacjentów w czterech literach. Oczywiście nie mówimy tu o niedouczonych dzieciach tłustych kocurów z prezydium izby lekarskiej, których rodzice zajmują się jedynie pilnowaniem, żeby na biorące specjalizacje jak endokrynologia znajdowały się miejsca rezydenckie (przepraszam: pojawiało realne zapotrzebowanie) przypadkiem tylko w tych latach, kiedy synuś/córeczka akurat z trudem kończy studia. Nie mówimy też o ustawionych lekarzach specjalizacji typu medycyna pracy, wyciągających 200 zł za 2 minuty rozmowy z „pacjentem”, z czego większość czasu zajmują zwroty „dzień dobry”, „200 złotych”, „proszę”, „dziękuję” i „do widzenia”.
