sobota, 27 maja 2017

"Aced Uwikłani" K. Bromberg

Cena walki jaką musimy ponieść w imię miłości bywa czasami bardzo duża. Najczęściej największą cenę za to płacimy my sami. Odbija się ona czkawką na naszym zdrowiu, szczęściu i samoocenie. Odbija się echem po najbliższych. I niczym tsunami sieje kolejne spustoszenia.


To takie bardzo w Wiedźmowym stylu zacząć coś od końca kija. Zamiast przyzwoicie jak na czytelnika przystało, systematycznie od pierwszego tomu. No ale po co? Najlepiej od końca, aby się potem domyślać co takiego działo się w poprzednich częściach, czytać trzy razy bardziej uważnie i wyciągać nie do końca pewne wnioski. Taaaaak, Wiedźma potrafi.

Tym razem zmierzymy się z kontynuacją historii Rylee i Coltona. Wydaje się, że ich sielanka ma trwać i trwać, ciemne chmury  nigdy nie zbiorą się nad ich głowami. Nic bardziej mylnego! Właśnie teraz nadchodzi pora gradobicia.
Kiedy Rylee zachodzi w ciążę, co dla młodej mężatki jest jak cud wszystko zaczyna dziać się nie tak. Na światło dzienne wychodzi bardzo kłopotliwy film z udziałem dziewczyny, który niszczy jej karierę zawodową. Dziennikarze koczują przed jej domem, a ona sama musi wyeliminować stres aby utrzymać ciążę. Jakby tego było jej chłopcy również mają problemy z powodu filmu...
Colton natomiast stara się zrobić wszystko aby zrekompensować żonie stres i wstyd, a także przywrócić jej choć namiastkę prywatności jaką straciła... Za wszelką cenę ma zamiar dowiedzieć się kto wrzucił haniebną taśmę do internetu.

Ta trudna dla małżonków sytuacja będzie trwać kilka długich miesięcy. W tym czasie będą musieli zmierzyć się z problemami, które do tej pory były im obce. Każde z nich będzie niosło inny bagaż emocji, będzie tłumiło w sobie inne lęki. Czy jednak uda im się oddzyskać utraconą prywatność? Kto tak na prawdę chce im zniszczyć życie?

Powiem Wam tak... przez pierwsze kilkanaście stron nie miałam bladego pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Już pominę moją zdolność do czytania serii od drugiej strony. No cóż, są ludzie i Wiedźmy. Zdecydowanie zaliczam się do tego drugiego rodzaju.
Kiedy już odkryłam o co w tym wszystkim chodzi i mnie więcej odnalazłam się w świecie bohaterów czytało się o wiele przyjemniej, a sama historia zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.
Zaimponowała mi Rylee i jej walka o rodzinę, prywatność i namiastkę intymności kiedy cały świat żył tylko filmikiem z jej udziałem.
Zaimponowała mi również potem kiedy za wszelką cenę i pomimo samej sobie walczyła z wewnętrznymi lękami, wątpliwościami, apatią i brakiem miłości.
Colton... wiecie mam wrażenie, że takich mężczyzn już nie ma... On również mimo pogubienia się w tej całej otoczce potrafił stanąć na wysokości zadania i chronić to co dla niego najważniejsze. I mimo wielu wątpliwości nigdy się nie poddał, nie zrezygnował. Zawsze wierzył w swoją rodzinę, w swoją zonę, w swoją kobietę i jej miłość.
I chyba własnie to najmocniej do mnie przemówiło podczas tej lektury. To bezgraniczne wsparcie podyktowane miłością, ale przede wszystkim przyjaźnią między partnerami. I chociaż wiele razy było źle to lojalność wobec siebie była bardzo istotna. Zrozumienie drugiej osoby pozwalało łatwiej spojrzeć na pozytywne i negatywne aspekty wydarzeń. Wiara w siebie i miłość pozwala przetrwać każde tornado.

Jest mi bardzo trudno odnieść się do całej serii czy innych książek autorki. Nie mam możliwości również aby porównać emocje dlatego moja ocena będzie opierać się tylko na tej części. Warto mieć na uwadze, że powieść ujęła mnie przede wszystkim tymi najbardziej ludzkimi aspektami, oddaniem, wiarą i lojalnością, a czas spędzony z bohaterami zaliczam do bardzo pozytywnych chwil.

Książkę oceniam na cztery miotły



Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu:


Pozdrawiam,

Zaczytana Wiedźma




20 komentarzy:

  1. Nie lubię romansów, a taka piękna recenzja i blog <3
    Zapraszam: http://miedzykropkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się u mnie spodobało.
      W najbliższym czasie zdecydowanie więcej będzie kryminałów :)

      Usuń
  2. Ja właśnie najbardziej lubię takie romanse, kiedy bohaterowie są sobie wierni i lojalni mimo przeciwnościom. Czasem aż zgrzytam zębami, kiedy trafiam na książkę w której dochodzi do kłótni i rozpadu związku z jakiegoś zupełnie błahego powodu, bo bohaterowie najzwyczajniej na świecie nie potrafili ze sobą porozmawiać, a potem przez resztę książki krążą wokół siebie by w końcu odbyć tą jedną rozmowę i się pogodzić.
    Nie czytałam tego cyklu ale mnie zainteresowałaś, jak gdzieś go trafię to na pewno się skuszę :-) Dodaję sobie Twój blog do linków, żebyś mi się gdzieś droga Wiedźmo nie zgubiła w otchłani internetu. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że bohaterowie tej ksiązki na prawdę mogą być wzorcem dla dzisiejszych ludzi, oraz to ile człowiek znaczy da drugiej osoby. Każdemu życzę aby miał obok siebie takiego partnera.

      Usuń
  3. Nie czytam takich książek, ale recenzja w pewien sposób mnie zaintrygowała :)
    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to bardzo się cieszę, że Ci przypadła do gustu. Ciekawe czy sięgniesz po tą serię :)

      Usuń
  4. Mam wielką ochotę na tę serię. Pierwsza część jest już w drodze. Już nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli to tylko ja zaczynam od końca. No cóż, może być i tak :D

      Usuń
  5. Od kiedy przeczytałam książkę Colleen hoover romanse to moja nowa kategoria w moim książkowym świecie.
    Bardzo mi się podoba twój blog.
    A ja również zapraszam do siebie: https://gosiaandbook.blogspot.com/
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebawem recenzja jej najnowszej ksiązki więc na pewno Ci sie spodoba :)

      Usuń
  6. Być może się skuszę, zwłaszcza, że niedługo już wakacyjne czytanie w pełnym wymiarze. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja Wam zazdroszczę wolnych wakacji. U mnie niestety praca, praca i praca

      Usuń
  7. Może zazwyczaj nie sięgam po takie historie, ale muszę przyznać, że ten wątek z filmikiem nawet mnie zainteresował :) Dlatego nie wmówię nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami trzeba się otworzyć na coś nowego. Przynajmniej ja tak sobie mówię.

      Usuń
  8. Koooooooooooooooooooooocham tę serię <3

    OdpowiedzUsuń
  9. 4 miotły, a ja nie znam serii? Ajć! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam zamiar kiedyś przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że zostawiasz po sobie ślad. Na pewno Cię odwiedzę!

Będzie mi bardzo miło jeśli mnie polubisz!

Pozdrawiam,
Zaczytana Wiedźma